O homogeniczny naród zadbają nasze nowe pokolenia wspaniałych Polaków, dzisiaj jeszcze studiujące, ale wkrótce będą przecież rządzić i stanowić prawo. Otóż polscy studenci na UMCS w Lublinie skarżą się, że nas pierwszy rok studiów dostało się 659 obcokrajowców, przede wszystkim z Ukrainy. W „GW” z 30 listopada 2014 otrzymujemy obraz, który gdyby zamienić Lublin na Londyn, mógłby stanowić tło, na którym odbywa się populistyczna dyskusja w Wielkiej Brytanii, napędzana przez tabloidy i rozmowy w pubach. Katalog pretensji jest ten sam: Ukraińcy zabierają nam miejsca nie tylko w gospodarce, ale i na uczelni i w akademiku, zaniżają poziom, otrzymują państwowe stypendia, nie znają języka, wszędzie słychać język ukraiński. Czy to nie te same głosy, które niedawno żądały od Polaków w jednej z sieci supermarketów w Wlk. Brytanii, aby w pracy rozmawiać tylko po angielsku?
Nie obawiam się o przyszłość naszych rodaków na emigracji w Londynie, oni już tam są, budując swój, a jeszcze bardziej - brytyjski dobrobyt. Bardzo obawiam się, że za kilkadziesiąt lat Polska będzie biednym krajem starych ludzi, a szansa, którą byłaby dzisiaj dla Polski regulowana na miarę przyszłych potrzeb naszego kraju emigracja z Ukrainy, zostanie zaprzepaszczona. Nowoczesna Polska to także otwarcie się na imigrantów, gotowych do wyrzeczeń i budowania własnego (i naszego) dobrobytu, tak jak miliony Polaków, od lat wspierający gospodarki innych krajów i stykający się z podobnym ostracyzmem.
Nie wystarczy wysłać paczkę żywnościową lub trzymać kciuki za Majdan. To ważne, ale jeśli pozostaniemy w sferze symboliki, dla młodych i wykształconych Ukraińców staniemy się tylko krajem tranzytowym między Berlinem i Kijowem.
