Oni w Lublinie - czyli jak Ukraińcy odbierają nam szansę na lepszą przyszłość.

Niektórzy światli studenci z lubelskiego uniwersytetu uważają, że Ukraińcy zabierają im miejsca na uczelni i w akademiku, a język ukraiński staje się drugim językiem na lubelskich ulicach. I jest to powód do cierpień dla wielu, których dzieci nie dostały się na studia, bo ONI im zabrali miejsce. ONI...

Wyobraźmy sobie, że ukraiński minister udziela polskim mediom wywiadu, w którym mówi, że Ukraina sprzeciwi się wszelkim planom dotyczącym zmian polskich przepisów imigracyjnych, jeśli byłyby one dyskryminujące ze względu na narodowość, tak jak niedawno uczynił to minister Trzaskowski w wywiadzie dla BBC. Fikcja literacka? Zapewne tak, gdyż Polska nie ma nawet szans, aby zbudować jakikolwiek system imigracyjny, który doprowadziłby do tak masowej imigracji, że któryś z przyszłych rządów RP zmierzyłby się z dzisiejszymi (wydumanymi) problemami premiera Camerona.


O homogeniczny naród zadbają nasze nowe pokolenia wspaniałych Polaków, dzisiaj jeszcze studiujące, ale wkrótce będą przecież rządzić i stanowić prawo. Otóż polscy studenci na UMCS w Lublinie skarżą się, że nas pierwszy rok studiów dostało się 659 obcokrajowców, przede wszystkim z Ukrainy. W „GW” z 30 listopada 2014 otrzymujemy obraz, który gdyby zamienić Lublin na Londyn, mógłby stanowić tło, na którym odbywa się populistyczna dyskusja w Wielkiej Brytanii, napędzana przez tabloidy i rozmowy w pubach. Katalog pretensji jest ten sam: Ukraińcy zabierają nam miejsca nie tylko w gospodarce, ale i na uczelni i w akademiku, zaniżają poziom, otrzymują państwowe stypendia, nie znają języka, wszędzie słychać język ukraiński. Czy to nie te same głosy, które niedawno żądały od Polaków w jednej z sieci supermarketów w Wlk. Brytanii, aby w pracy rozmawiać tylko po angielsku?

Nie obawiam się o przyszłość naszych rodaków na emigracji w Londynie, oni już tam są, budując swój, a jeszcze bardziej - brytyjski dobrobyt. Bardzo obawiam się, że za kilkadziesiąt lat Polska będzie biednym krajem starych ludzi, a szansa, którą byłaby dzisiaj dla Polski regulowana na miarę przyszłych potrzeb naszego kraju emigracja z Ukrainy, zostanie zaprzepaszczona. Nowoczesna Polska to także otwarcie się na imigrantów, gotowych do wyrzeczeń i budowania własnego (i naszego) dobrobytu, tak jak miliony Polaków, od lat wspierający gospodarki innych krajów i stykający się z podobnym ostracyzmem.

Nie wystarczy wysłać paczkę żywnościową lub trzymać kciuki za Majdan. To ważne, ale jeśli pozostaniemy w sferze symboliki, dla młodych i wykształconych Ukraińców staniemy się tylko krajem tranzytowym między Berlinem i Kijowem.
Trwa ładowanie komentarzy...