Lekarze, górnicy - kto następny w kolejce?

Wprowadzenie reformy restrukturyzacji górnictwa czy pakietu onkologicznego muszę określić jako kolejny przykład średniowiecznych negocjacji. Mój miecz jest większy od twojego, więc siedź cicho. Głębokie i dalekosiężne programy ośmieszane są aroganckim stylem ich wprowadzania. Czy doczekamy się jakiejkolwiek reformy, która nim wprowadzona, będzie szeroko dyskutowana, a przeciętny obywatel/wyborca/podatnik wyrobi sobie własne zdanie?

Mieszane uczucia, tak można przedstawić stan emocji zwolennika trwałych pozytywnych zmian w gospodarce. Ostatnie działania rządu, czy to w relacji z lekarzami, czy górnikami, muszę opisać, jako chaos, zarówno w sferze podejmowania decyzji, jak i jej konsultowania i wdrażania. A to przecież, jak się wydaje, podstawowe wierzchołki pola trójkąta, między którymi mają rosnąć reformy.


Zacznijmy od lekarzy - pakiet onkologiczny to klęska propagandowa obu zwaśnionych stron. Rządu reprezentującego pacjentów-podatników i garstki lekarzy. Obie strony nie potrafiły zbudować modelu komunikacyjnego, który w tej wielkiej logistycznej operacji, z łatwością "przepracowałby" żądania niektórych lekarzy z ostatnich dni starego roku. Nie wiem, czy lekarze z Porozumienia Zielonogórskiego mieli uzasadnione żądania, czy nie. W tej fazie dyskusji, do której zostały dopuszczone media (czyli i my obywatele), lekarze zostali przedstawieni jako banda lokalnych watażków powiązana układami biznesowymi, a minister i jego doradcy jako bezwzględni egzekutorzy planu, który nawet jeśli był konsultowany, nie został dopięty na ostatni guzik. Było już za poźno, aby wyrobić sobie własne zdanie, gdyż na miejscu pojawiły się już media rzucającymi naszymi emocjami od ściany do ściany.

Ostatnie 14 godzin śledzone przez telewizje informacyjne, radio i internet, to prawdopodobnie najbardziej żenujące godziny dla obu zespołów negocjacyjnych. Znając charakter wielodniowych negocjacji z nocnymi finałami, gdy obie strony, jednakowo fizycznie zmęczone, gotowe są poświęcać coraz więcej ze swoich okopów, aby tylko zakończyć te męczarnie, obraz placu bitwy mógł wyglądać mniej więcej tak. Z każdą upływającą minutą do zbliżającego się świtu, strony uznawały, że wzajemne roszczenia i oczekiwania nie są aż tak istotne w obliczu całokształtu i co ma by to będzie, oby tylko w końcu się wyspać i pojechać do domu. Na pewno nie obyło się bez zapewnień, że jeśli ten system nie będzie funkcjonował, to przecież się spotkamy raz jeszcze i znajdziemy porozumienie jak Polak z Polakiem, brrrr. No właśnie, to nie koniec tej historii, ona się będzie ciągnąć.

A wystarczyło przecież zobaczyć, jak wprowadzane są wielkie reformy w przedsiębiorstwach. Najpierw wybiera się ograniczony czas i zasięg, ćwiczy się przez kilka czy kilkanaście miesięcy, a dopiero potem następuje wielki roll-out. Ale to zbyt roztropne rozwiązanie dla naszych polityków. Gdy władzę dzierży się tyle lat, w obliczu niepewnych wyników wyborów, reforma dopychana kolanem staje się podstawowym narzędziem usuwania problemów. Powiedziałem usuwania? Sorry, raczej, odsuwania w czasie.

A górnicy? Czy mają świetne pomysły na alternatywną restrukturyzację swojego sektora? Wsłuchując się w ich głosy, zdecydowanie nie. I powinienem być wdzięczny rządowi, że broni moich podatków zaprzestając dotowania nierentownych kopalni. Ale nie jestem. Jestem zawstydzony i oburzony, gdyż restrukturyzację górniczego sektora, należy rozpocząć od rozmów, zrozumienia, że kopalnia to rodzaj kodu kulturowego pewnej części naszego społeczeństwa. Ten kod najpierw trzeba zrozumieć, dobrać odpowiednie instrumenty i rozpocząć konsultacje z jednoczesnym budowaniem szerokiego przekazu społecznego, dlaczego takie działania muszą być podjęte. Czasy, w których minister Balcerowicz przez noc sylwestrową zmieniał naszą rzeczywistość minęły bezpowrotnie. To już nie jest to społeczeństwo i nie ma takiej gotowości do wyrzeczeń, jak w 1989r. Dzisiaj trzeba gadać, rozmawiać i konsultować, a nie opowiadać o świetlnej przyszłości górnictwa, jak to robił jeszcze niedawno Donald Tusk na Europejskim Kongresie Gospodarczym, aby po ponad pół roku, tysiące górników i ich rodzin dowiadywały się z telewizji, że rząd będzie zamykać kopalnie.

Najwyższy czas, aby porzucić złudzenia o tym, że nawet najlepsze rozwiązania gospodarcze obędą się bez społecznych konsultacji i szerokiego komunikowania. Nie znam reform bez ofiar, więc zawsze będą protesty tych, którzy uważać będą, że nie staną się beneficjentami zmian. Jeśli miałyby być strajki, to będą, ale w dobrze poprowadzonym projekcie rząd miałby po swojej stronie większą część społeczeństwa, mediów czy nawet górników i ich rodzin.

Restrukturyzacja sektora górniczego jest koniecznością. Koniecznością jednak, a nade wszystko miarą przyzwoitości jest okazanie empatii, szacunku i konsultowanie planowanych zmian. Na to nigdy nie jest za poźno, ale na razie, jak się wydaje, kolejny raz powielamy model podpalenia nastrojów i ich szybkiego gaszenia, najpewniej znów naszymi, podatników pieniędzmi.
Trwa ładowanie komentarzy...