O autorze
Kiedyś historyk literatury i nauczyciel akademicki oraz wiceprezes Tesco w Polsce i członek zarządu Tesco w Europie Centralnej. W ciągłej podróży między kulturami i językami, raczej zaskakiwany ilością wspólnych mianowników niż różnic.

Rząd na deskach

Rządowa propaganda sukcesu po podpisanym porozumieniu z górnikami przypominała mi ostatnie myśli zbitego na kwaśne jabłko boksera, który już liczony, mamrocze do siebie, że zaraz wstanie i jeszcze wygra. Nic z tego, gdyż przeciwnik nakręcony pierwszym sukcesem już tylko czeka, aby słabemu i wycieńczonemu partnerowi dowalić tak, że sędzia nawet nie zdąży policzyć.

Podziwiałem przedstawicieli rządu, którzy porównywali podpisane porozumienia z górnikami jako przełomowe wydarzenie w nowożytnej historii. Muszę jednak powtórzyć za Zygmuntem Miłoszewskim, że mają tupet, aby stroić się w szaty zwycięzców. Albo też są naiwni, co byłoby okolicznością łagodzącą, ale jednocześnie eliminującą z życia publicznego.



Cóż bowiem się stało? Opisywałem czas jakiś temu, że przyszłe porozumienie uwsteczni wiarygodny finansowo plan restrukturyzacji górnictwa, nie ze względu na wady merytoryczne, ale ze względu na brak empatii, wiarygodnych alternatyw życiowych, które uwzględniałyby kod kulturowy byciem górnikime i jego rodziną. Dodając do tego arogancję wprowadzania tej reformy, brak wiarygodnego programu pozyskiwania serc i umysłów przynajmniej jakiejś części górniczej braci, było oczywiste, że kolejna restrukturyzacja będzie pozorna.

Rozumiem jednak polityczną kalkulację, w ostatniej chwili przypomniano sobie o wyborach, więc podpisano cokolwiek, bo prywatyzacja wybranych kopalni nie wymagała przecież żadnego szczególnego porozumienia i mogłaby być dokonana także w przeszlości, gdyby pojawił się wiarygodny inwestor. Mogę sobie wyobrazić, że górnicy też mają dość fatalnej jakości przywodztwa i zarządzania i wiarygodną prywatną alternatywę powitaliby z satysfakcją i nadzieją.

Podpisano zatem porozumienie, które niczego nie zmienia dla podatnika, a rząd ufał, że na tym się skończy i emocje sięgające zenitu, umiejętnie podsycane przez zawodowych związkowców-polityków uspokoją się i górnicy zajmą się pracą i rodzinami.

Taka wiara przypomina mi ostatnie myśli zbitego na kwaśne jabłko boksera, który już liczony, mamrocze do siebię, że zaraz wstanie i wygra. Nic z tego, bo przeciwnik nakręcony pierwszym sukcesem już tylko czeka, aby słabemu i wycieńczonemu partnerowi dowalić tak, że sędzia nawet nie zdąży policzyć.

I tak też działają związkowcy - ogłaszają pogotowie strajkowe w kolejnych branżach, nieustępliwie walą w rząd jak w worek treningowy i nie minie chwila, a wybrańcy narodu będą budować gardę z worków wypełnionych naszymi, podatników, pieniędzmi.

Być może Pani Premier podejmie jeszcze wielkie, historyczne decyzje związane z ratowaniem budżetu nie ustępując kolejnym żądaniom i ryzykując przegrane wybory. Nie wiem jednak, czy jej doradcy są w stanie zaproponować takie alternatywne rozwiązania, gdyż powinni byli uczynić to jeszcze przed podpisaniem porozumienia.

Warto natomiast stwierdzić, że nadal istnieje szansa, aby ten rząd wszedł do historii głównym wejściem, będąc prowadzonym przez niepokorną Panią Premier, która kulom związkowców się nie kłaniała, a nie przemykać się opłotkami, aby nikt nie zapamiętał tego epizodu z przejściowym rządem.

Na razie jednak, opozycja nie musi nic robić, aby wygrać wybory. Wystarczy być.
Trwa ładowanie komentarzy...