Zawsze jest (jakaś) alternatywa

Węgrzy patrzą na nas z politowaniem i ....zrozumieniem. Przecież Orban doszedł do władzy właśnie dzięki temu, że poprzedni premier Ferenc Gyurcsany chlapnął w podsłuchanej rozmowie jakże znajomo brzmiącą myśl o farbowanych wartościach, którym karmił swoich wyborców.

Od dwóch lat pracuję w naszym swojskim byłym Demoludzie - w Czechach, Slowacji i Węgrzech. Polska w konfrontacji z tymi, niewielkimi przecież krajami, jawi się zawsze jako Wielki Brat i wydarzenia na naszej scenie politycznej, nigdy nie są pomijane w rozmowach z Polakiem. Ja zawsze jestem zainteresowany, jak nas postrzegają i jakim stereotypom jesteśmy poddani. Stereotypom, gdyż nie obracam się w środowisku politologów, a normalnych korporacyjnych żołnierzy, którzy jednym uchem coś wpuszczą a drugim wypuszczą, ale zawsze swoje wiedzą, albo myślą, że wiedzą...


Otóż wspólnym elementem, jaki dostrzegają w nas moi przyjaciele zza połudiowej miedzy, to już nie nasza serdeczność, gość w dom Bóg w dom, Solidarnośc czy Jan Paweł II. To już było i nie wróci. Dzisiaj w większości uważają, że nam się w głowie poprzewracało. Widzą nas jako przykład sukcesu, Polskę jako efekt zbiorowego naszego wysiłku i naszej przedsiębiorczości, Polaków jako drugą co do wielkości społeczność (po Niemcach), która rozsiana na wszystkich europejskich plażach i basenach hotelowych, poranną porą skrzętnie rezerwuje leżaki niedbale rzuconymi ręcznikami. Polaków, którzy pędzą wakacyjnym tranzytem do Włoch czy Chorwacji. I widzą także, że jesteśmy nieufni, zajmujemy stoliki w praskich restauracjach jak najdalej od innych Polaków, udając, że jest jakaś inna Polska, z której właśnie my pochodzimy, a ci inni, to plebs i dysko polo.

I pytają - jak można tak nie doceniać własnych sukcesów? Czy my, Polacy, mamy jeszcze coś z tej Wspólnoty, której nam zazdrościcili przez lata? Wspólnoty jak pokonać komunę, Wspólnoty w odbudowywaniu kraju nawet na diecie Balcerowicza, Wspólnoty wyznawców Jana Pawła II. Czy mamy coś jeszcze z tych Wspólnot zorientowanych na lepsze życie - i te doczesne i te duchowe?

Widzą, że nasze dzisiejsze Wspólnoty, to zaatomizowane, często chwilowe pospolite ruszenia od Palikota do Kukiza, od Smoleńska do NowoczesnejPL. I w przeciwieństwie do naprawdę trudnych czasów, dzisiaj, w czasach nadętej konsumpcji, nie zdążyli nam wyrosnąc liderzy, trybuni ludowi, którzy są w stanie budować trwałe Wspólnoty mówiąc językiem zrozumiałym prze większość z nas. Kto słyszał, żeby po przegranych wyborach, politycy i dotychczasowi wyborcy stawiali pod znakiem zapytania dalsze istnienie partii, która przez lata była wielką succes story? Owszem, szukać nowego lidera, ale żeby burzyć i budowac od nowa?

Zagalopowałem się - jest taki lider, który nie musi być na nowo odkrywany. Nazywa się Jarosław Kaczyński i mieszka w Warszawie. Per analogiam stereotyp polskiego Viktora Orbana. Orbana, który podobno zniewolił Węgry poprzez kagańce założone bankom, biznesowi i sądom. I co ? I nic. Jest fajnie. Mylą się bowiem ci, którzy sądzą, że Węgrzy są zmęczeni premierem Orbanem. Owszem, zburzył stary porządek, nie lubią go w Brukseli, ale odbudowuje węgierskie narodowe ego i jako wisienkę na torcie tydzień temu położył obniżkę PIT z 16% do 15%. Czy myślicie, że podatników interesuje, że płacą za to banki, supermarkety, branża reklamowa (podatek od reklam, sic!) i że Rosjanie a nie Unia zbudują elektrownię atomową, aby jeszcze mniej płacić za prąd? Okazuje się, że obniżka podatków osobistych czy cen za wodę i ścieki jest bliższa ciału niż zamknięte w niedziele supermarkety. Myślicie, że u nas będzie inaczej?

W powszechnej opinii (połowy polskich wyborców) Jarosław Kaczyński jest ikoną zła i destrukcji. Jak jednak nazwać drugą stronę, która po zbudowaniu autostrad i stadionów, sądząc się ze zbankrutowanymi budowniczymi tych infrastrukturalo-sportowych osiągnięć, stanęła przez wyborcami chełpiąc się tymi dokonaniami, a suweren rzekł oto, że król jest nagi! Jaka niespodzianka! Wystarczyło zjeść smieciowe danie (ośmiorniczki, fe!), pogadać jak Polak z Polakiem czyli że wszystko jest bez sensu i do d..., a moja robota jako ministra to już w ogóle, a lud biegnie z pochodniami i kosami przekutymi na sztorc!

Dlaczego? Zawiedliśmy się, poczuliśmy się oszukani tymi krętactwami, pozorną Wspólnotą, od lat budowaną bez wartości, zamalowaniem podziałów olejną farbą, która tuż przed wyborami zaczyna odpadać płatami, brakiem prawdziwego lidera, który pokaże, wytłumacze, pokieruje i będzie wiarygodny. Chciaż przez chwilę, przez miesiąc, przez kwartał, zanim...zaczniemy i jego obrzucać ninawistnymi hejtami.

Węgrzy patrzą na nas z politowaniem i ....zrozumieniem. Przecież Orban doszedł do władzy właśnie dzięki temu, że poprzedni premier Ferenc Gyurcsany chlapnął w podsłuchanej rozmowie jakże znajomo brzmiącą myśl o farbowanych wartościach, którymi jakiś czas karmił swój naród.

Uzupełniając obraz naszego pospolitego ruszenia wyznawcami Kukiza czy Korwina, rządy Jarosława Kaczyńskiego nie muszą stać się najgorszą alternatywą przywództwa, jaką można sobie dzisiaj wyobrazić.

O jeju! Co za puenta!
Trwa ładowanie komentarzy...